Pierwszy spacer z Fujifilm X100F – wrażenia z obsługi

Rozpiętość tonalna Fujifilm X100F jest imponująca
Warszawa, 2017; Fuji X100F; 1/125s; f/8; ISO 2500

Kiedy rozstaję się z aparatem, który używałam wcześniej przez wiele lat, zawsze robię to z ciężkim sercem. W głowie mam same wyrzuty, a sprzedawany sprzęt uznaję za niedoścignioną doskonałość. W końcu opanowałam go tak dobrze! Znam na pamięć każdy przycisk, każdą pozycję w menu, wszystkie skróty i triki. Jak mogę się z nim rozstać?

Nie chcę wytykać palcami, ale jest w moim życiu ktoś, komu zależy na moim największym szczęściu. I kto uważa, że największą radość sprawi mi najnowszy sprzęt. Najnowsza matryca, najlepszy autofokus. Właśnie tak, pod wpływem namów, sprzedałam mój ostatni aparat, wiernego towarzysza i przyjaciela – Fujifilm X100S.

Pamiętam gdy po raz pierwszy trafił w moje ręce (wcześniej miałam X100). Poczułam się jak w domu. Wszystko było na swoim miejscu. Brak wymiennej optyki uważałam za zbawienie. Nie miałam absolutnie najmniejszej ochoty porównywać i szukać idealnych obiektywów. Wystarczył mi ten jeden jedyny – 23 mm. Który bądź co bądź, czasami mógłby być trochę szerszy 😉 Miałam to, na czym zależało mi najbardziej – lekki aparat, który mogłam zabierać ze sobą wszędzie.

Jak to mawiają, „Tylko krowa nie zmienia zdania”, i w końcu postanowiłam, że sprzęt należy nieco odświeżyć. Tak oto stałam się dumną posiadaczką pięknego, czarnego Fujifilm X100F.

Pierwsze wrażenia z obsługi X100F

Od razu zauważyłam, że aparat jest wyraźnie cięższy (o 24g! jestem szalona) i bardzo solidnie zbudowany. Pokrętła chodzą z wyraźnym oporem, perfekcyjnie wskakując na miejsce. Niepewne wydaje się tylko nowe pokrętło od ISO, do którego jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Już kiedy testowałam je w sklepie (na X-Pro2), było dla mnie hybotliwe. Trudno było je unieść i sprawić, by „zaskoczyło”. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że korzystając z pokrętła, w momencie kiedy je podniesiemy, i zaczniemy zmieniać ISO, w wizjerze widzimy zmieniające się, równoczśnie z kręceniem, wartości. Dzięki temu nie musimy pokrętła w kółko podnosić i opuszczać, aby trafić na pożądaną przez nas wartość. Zmiany widzimy na bieżąco.

Nowa lokalizacja przycisków

W tym wydaniu Fuji postanowiło przenieść wszystkie przyciski na prawą stroną aparatu, aby umożliwić obsługę jedną ręką. Przyzwyczajenia dają mi się jeszcze we znaki i usilnie wpakowuje wszędzie lewą dłoń, co raczej utrudnia pracę niż pomaga. Nie zmienia to jednak faktu, że blokada AFL i AEL jest według mnie za daleko, i jak na rozmiar moich dłoni, ciężko mi w nią trafić. Aktualnie szukam dla niej nowego, idealnego miejsca. Dostęp do przycisku View Mode też jest nieco ograniczony i nie wyobrażam sobie wcisnąć go palcami prawej dłoni. Za to: przycisk od Menu i otaczające go „strzałki” są duże i bardzo wygodne. Naprawdę duże i naprawdę bardzo wygodne! W porównaniu z tym, na co narzekali posiadacze np. X-T1, jest to rożnica niebo a ziemia. Wygodny jest również nowy joystick od punktów autofocusa, trzeba tylko pamiętać, że tam jest 🙂

Pokrętło od ISO

Z przodu X100F pojawiło się nowe pokrętło, pod które można podpiąć różne funkcjonalności. Jedną z nich jest możliwość ustawienia jako nadrzędne pokrętło do zmiany ISO. Na ten moment jest to dla mnie dużo wygodniejsze rozwiązanie od wynalazku w pokrętle ustawiającym czas. Aby móc skorzystać z takiej opcji, wystarczy pokrętło od ISO przestawić na A, a w menu aparatu, w dziale dotyczącym ustawień przycisków (button/dial setting) w opcji „ISO DIAL SETTING(A)” zmienić AUTO na COMMAND.

Organizacja menu

A propos menu, nowe menu jest świetnie zorganizowane w logiczne grupy, dzięki czemu dużo łatwiej się w nim połapać. Tak bardzo brakowało mi szybszego dostępu do ustawień flesha! Teraz dostał własną zakładkę. Najczęściej używane opcje możemy teraz przenieć do nowej zakładki MY MENU, aby móc z nich korzystać w jeszcze szybszy sposób. Nie korzystałam jednak jeszcze z tej funkcjonalności i nie mogę o niej dużo więcej powiedzieć.

Podsumowanie

Aparat, pomimo ograniczeń w zakresie ogniskowej, ma olbrzymie możliwości, i można go dostosować do każdego humoru i każdych warunków. Kiedy chcemy skupić się na spokojnym i dokładnym robieniu zdjęć martwej natury, krajobrazów lub architektury, do dyspozycji mamy tradycyjne pokrętła, które w trybie manualnym możemy dowolnie przestawiać. Kiedy zależy nam na robieniu zdjęć dynamicznych, Fuji będzie nas cieszyć świetnym pomiarem światła i propozycjami parametrów automatycznych. Gdy potrzebujemy wyzwań jednym ruchem możemy włączyć wizjer optyczny. Gdy nic nam się nie chce kolejnym ruchem włączamy wizjer elektroniczny. Gdy potrzebujemy odmiany w chwilę możemy podgląd w wizjerze zamienić na czarno-biały i poczuć się jak w starym filmie. Aparat ma klimat, a praca z nim to największa przyjemność. Nie zamieniłabym go na żaden inny 🙂

 

 

SaveSave

Dodaj komentarz